Najniebezpieczniejsze okolice na świecie

Spytaliśmy naszych dziennikarzy, w jakich miejscach na świecie czuli się najmniej bezpiecznie. Nasi dziennikarze piszący o turystyce to typowo odporne grono; nie straszne im nocne przejażdżki autobusami, ponure pokoje hotelowe, czy powodujące mdłości lokalne „przysmaki” czasem nawet w najdalszych zakątkach świata, byle mieć dobrą historię. Oczywiście nie wszystkie doświadczenia są trudne, ale też nie wszystkie miejsca okazują się wymarzonym celem wakacyjnej podróży - a niektóre wręcz przeciwnie.

Żeby pomóc Ci uniknąć ryzykownych części, co prawda, wspaniałych miast, dowiedzieliśmy się, w jakich okolicach nasi nieustraszeni podróżnicy poczuli się najmniej bezpiecznie. Niektóre z nich mogą Cię zaskoczyć. Najwyraźniej w dzisiejszych czasach „zbzikować w Acapulco” nie jest wcale czymś pozytywnym.

 

Lapa, Rio de Janeiro, Brazylia

Rio de Janeiro to moje ulubione miasto: góry, plaże i piękni ludzie dookoła. Przede wszystkim muzyka oraz energia dawały klimat temu miejscu. Epicentrum samby jest Lapa. Uwielbiałem noce wypełnione drinkami Caipirinha, kiedy to brałem udział w imprezach ulicznych pod Arcos da Lapa podczas mojego dwutygodniowego pobytu. Niestety zostałem okradziony. Cztery razy. Nie chciałbym zwalić całej winy na alkohol, ale rzekłbym, że tania Cachaça wcale nie wydaje się taka tania, kiedy zataczasz się po ulicy bez portfela czy telefonu.

Duncan Forgan

 

Ułan Bator, Mongolia

To naturalne, że ma się ochotę na zimnie piwo podczas podróży do stolicy Mongolii, Ułan Batoru, po długiej i zakurzonej podróży jeepem, koniem lub wielbłądem przez pustynię Gobi. Ogólnie lokalni mieszkańcy to towarzyscy ludzie, ze szczególnym upodobaniem do irlandzkich pubów, takich jak Grand Khaan, czy mniejszego i przytulniejszego Restbar Hennessy. Ale po zmroku na ulicach robi się agresywna atmosfera i popularnym jest wśród młodych, pijanych mężczyzn, by wdawać się w bójki z obcokrajowcami. Barman w Hennessy, Amerykanin, wyznał nam, że często musi się bronić. Zamówił nam powrotną taksówkę do hotelu i powiedział, że radziłby każdemu klientowi z Zachodu zrobić to samo.

Stephen Phelan

 

Acapulco, Meksyk

Zdecydowałam przerwać długą podróż autobusem, spędzając noc w Acapulco (błąd numer jeden). Dlaczego? Cóż, w filmie Dirty Dancing mama Baby zaproponowała to miejsce jako podróż poślubną. „Jak źle może być?”, pomyślałam. Bardzo źle. Okropnie. Zatrzymałam się w paskudnym pensjonacie z powybijanymi oknami, znajdującym się w jednej z bocznych uliczek (błąd numer dwa). Wybrałam się na przechadzkę po plaży, która była zasypana śmieciami i porozbijanym szkłem; znajdował się tam również najbardziej zardzewiały oraz niepewny bungee jump jaki kiedykolwiek widziałam (błąd numer trzy). Poszłam popatrzyć na śmiałków skaczących z klifu, ale nie odciągnęło mnie to od ogólnego zaniepokojenia, które czułam, będąc w tym mieście. W rzeczywistości skończyłam, szukając azylu w zniszczonym kinie - oglądając Seks w wielkim mieście 2. I to był błąd numer cztery.

Hannah Summers

 

Johannesburg, RPA

Mogę szczerze powiedzieć, że bycie zamkniętym w hostelu za bezpieczną ścianą i kolczastym ogrodzeniem we wschodniej części Johannesburgu nie zbliżyło mnie zbytnio do ludzi w mieście. Przybyłem do miasta popołudniu wraz z podróżującymi z Izraela oraz Norwegii. Chcieliśmy się czegoś napić i coś zjeść. „Sorry, jah”, powiedziała bez ogródek właścicielka. „To dla twojego bezpieczeństwa. Po zmroku zamykamy drzwi. Jeśli wyjdziesz możesz już nie wrócić”. Miała rację. Następnego dnia, gdy zaparkowaliśmy przy głównej ulicy w pobliskim mieście Nelspruit nasze auto zostało otoczone przez sześciu rosłych członków gangu wymachujących nożami. Jaki jest morał tej historii? Lepiej jechać do Cape Town.

Mike MacEacheran

 

Centrum San Salvador, El Salvador

Podróżując przez centralną Amerykę kilkanaście lat temu, byłam trochę zdenerwowana przed przeprawieniem się przez kilkanaście przystanków autobusowych w centrum San Salvadoru, jednej z najbardziej niebezpiecznych okolic i światowej stolicy morderstw. Dopiero gdy dwóch żołnierzy z wielkimi spluwami zauważyło mnie oraz mojego partnera czekających pewnego ranka na autobus i odprowadziło nas bezpiecznie na miejsce, zdałam sobie sprawę, jak bezbronni byliśmy. El Salvador ma wiele do zaoferowania oprócz swojej słabej reputacji, ale jest to zdecydowanie kraj, w którym musisz zachować zdrowy rozsądek.

Sarah Reid

 

Neapol, Włochy

Podróżując przez lata, w większości czułam się bezpiecznie. Zdobyłam pięć kontynentów i jak dotąd zostałam raz okradziona przez kieszonkowca. Uparcie twierdzę, że świat jest bezpieczniejszy niż ludzie myślą. Dużo mówi tu moja ulubiona część każdego miasta, nocleg za 10 funtów za noc. Pod koniec naszej podróży po Włoszech ja i moja przyjaciółka przybyłyśmy do Neapolu, znanego również jako ojczyznę najlepszej pizzy na świecie. Mieszkańcy wiele razy powtarzali nam, żebyśmy nie nosiły biżuterii oraz torebek, żeby uniknąć zostania obrabowanym. Wyruszyłyśmy do miasta. Znalazłyśmy opustoszałe ulice, wszystko było pozamykane i ani śladu pizzy (a była to niedziela). Po tym, gdy w końcu znalazłyśmy drogę do bulwaru nadmorskiego, przekonałyśmy się, co może przytrafić się mężczyźnie sprzedającemu na rogu narkotyki. Resztę naszego pobytu w Neapolu grałyśmy w karty na hostelowym balkonie, gdzie nasz legendarny gospodarz przygotował nam makaron, poczym znalazłyśmy pocieszenie we włoskim likierze cytrynowym Limoncello.

Clare Vooght

 

 

Bukareszt, Rumunia

„Znajduje się pan przy złej kasie. Proszę podejść do kasy obok”, mówi kobieta przy kasie biletowej na dworcu kolejowym w Bukareszcie, odprawiając mnie, zaciąga roletę w okienku, odsuwa krzesło metr w lewo i wzywa mnie do wcześniej wspomnianej sąsiedniej kasy. To, że w moją podróż pociągiem od pięknego Braszowa do Sofii w Bułgarii włączona jest pięciogodzinna przerwa w Bukareszcie w środku nocy to wynik pokomunistycznej biurokracji. Jestem przekonany, że Bukareszt jest jedną z najbezpieczniejszych stolic europejskich- nawiasem mówiąc, jestem typem faceta, który jeździ niedozwolonymi taksówkami po stolicy Meksyku po zachodzie słońca - ale okazuje się, że okolica przy dworcu Gara de Nord to nie miejsce, w którym chcę się znajdować o 3 w nocy. Mając do zabicia 5 godzin i żadnej czynnej restauracji oprócz McDonalda, żadnego miejsca, w którym mógłbym wygodnie usiąść i poczekać, pozostawiam moje krzesełko na dworcu i wyruszam na poszukiwanie miejsca, gdzie mógłbym coś zjeść.

Przy wyjściu pozdrawia mnie dwóch mężczyzn wstrzykujących sobie heroinę. Widzę ukradkowe spojrzenia (kieszonkowcy?), bezpańskie psy i dzieciaki wdychające rozpuszczalnik z plastikowych torebek. Wracam z paczką herbatników i ruszam prosto w stronę moich przyjaciół. Moją drogę przecina nagie dziecko goniące ptaki wzdłuż hali; w ręku ściska martwego gołębia.

James Draven

 

Centrum Salvadoru, Brazylia

Ameryka Południowa znana jest z licznych przestępstw. Podczas moich dziewięciu podróży nigdy nie doświadczyłem czegoś aspołecznego... oczywiście ze strony ludzi. Bo dla bezpańskich psów jestem niczym magnes. Wyczuwają mój strach. Raz w centrum Salvadoru w Brazylii, kiedy wracałem wieczorową porą z baru, zostałem oblężony przez zgraję ujadających, zawszonych i prawdopodobnie chorych na wściekliznę kundli. Od teraz, jeśli kiedykolwiek będę zmuszony przemierzyć okolicę, w której znajdę wiele bezpańskich psów, podejdę to tego w „brazylijski sposób” - kamienie w każdej kieszeni, tak na wszelki wypadek. Żeby rzucić je z krzykiem na ziemię oczywiście, nie w psy.

Simon Parker

 

Dzielnica Coca-Coli, San Jose, Kostaryka

W Święta Bożego Narodzenia w 1999 roku obudziłem się w San Jose, w stolicy Kostaryki. Potrzebowałem bilet autobusowy na podróż, którą miałem odbyć tamtego dnia przez autostradę, słabszą wersję Pan-American Highway położoną na południowy-wschód od stolicy. Nowa edycja przewodnika Rough Guide pokazała lokalizację przystanku autobusowego 1,5 km od centrum miasta, w stosunkowo bezpiecznej okolicy.

Wyruszyłem przed świtem, wiedząc, jak długie potrafią być kolejki na dworcach autobusowych Ameryki Łacińskiej. Wiedziałem również, że San Jose jest kolebką rabunków w Kostaryce. Departament Stanu w USA ostrzega, że turyści są „potencjalnym celem dla kryminalistów”. Ochrona zlikwidowanego punktu oznajmiła, że jestem kolejnym turystą wyprowadzonym na manowce i wskazała mi właściwą drogę. Było to w zniszczonej dzielnicy, znanej jako Coca-Cola (po reklamie, która kiedyś tu widniała). Z pewnością nie było to miejsce, do którego udałbym się z chęcią po ciemku, ale chciałem znaleźć swój cel.

Rabuś zakradł się za mną i przycisnął swoje lewe ramię do mojego gardła. Podczas podobnego zdarzenia w Lizbonie zostałem natychmiast otoczony przez trzech bandytów. Przygotowując swój portfel i paszport, zrozumiałem, że jest sam. Udało mi się go odepchnąć i schronić się w bezpiecznym, właściwym przystanku autobusowym, już zatłoczonym przez turystów. Powiedziano mi, że nie ma już miejsc. Pojechałem autostopem. Podwiozło mnie kilka osób i dotarłem szybciej do granicy z Panamą niż dojechałbym autobusem i z większą gotówką w kieszeni niż oczekiwałem.

Simon Calder

 

Candelaria, Bogota, Kolumbia

Okazało się, że w stolicy Kolumbii, Bogocie, istnieją dwie dzielnice znane jako Candelaria. Jedna z nich to historyczne i kulturowe centrum, gdzie mieści się większość zakwaterowań. Druga to w gruncie rzeczy Barter Town z filmu Mad Max pod Kopułą Gromu. Kilka lat temu jechałem tam wraz z żoną minibusem. Po godzinie okazało się, że jesteśmy w złym miejscu: nazwy marek zaczęły znikać znad sklepów, ulice stały się węższe i ciemniejsze...

Do autobusu wsiadł młody chłopak, w ręku trzymał piłkę. Jeden rzut ona i już wiedział, że wsiedliśmy do złego autobusu. Komunikując się łamanym hiszpańskim, powiedział nam, że musimy z nim wysiąść. Spojrzałem za okno i wydało mi się to niezbyt dobrym pomysłem, ale z drugiej strony sami nie wiedzieliśmy, co innego możemy zrobić. Wkroczyliśmy w mrok, a mężczyzna pospiesznie zaprowadził nas na pobliski posterunek. Zamówiono nam taksówkę, policja wzięła numer rejestracyjny taksówkarza oraz jego numer telefonu i powiedziała mu, że jeśli nie dotrzemy bezpiecznie na miejsce, to przyjdą po niego i po jego rodzinę. Ostatecznie dotarliśmy do domu, nie bez przygód, ale na szczęście bezpiecznie.

Jamie Lafferty

Autor: Travel desk

Tłumaczenie: Daria Skrzypczak  

Źródło: http://www.independent.co.uk/travel/news-and-advice/world-s-most-dangerous-cities-countries-neighbourhoods-mexico-colombia-brazil-naples-johannesburg-a7418186.html 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
12 + 3 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.