Miasta rosyjskiej Północy

Dwa lata temu razem z przyjaciółmi, natchnieni przez wykłady z historii Rusi Kijowskiej, wybraliśmy się w podróż po miastach ruskiej Północy. Mieliśmy w zanadrzu całych 10 dni, a dodatkowo auto, namiot i gitarę.

 

Moskwa

Tuż przed wyjazdem zastanawialiśmy się, co i gdzie warto zobaczyć i, zaopatrzywszy się w parę przewodników, narzuciliśmy trasę. Jednakże najważniejszym było zaopatrzyć się na drogę w muzykę, także noc przed wyjazdem poświęciliśmy na sortowanie płyt CD. Kierowca, nasza przyjaciółka, wykazała się jednak rozwagą i poleciła wszystkim dobrze się wyspać. Rano zjedliśmy, jakoś wpakowaliśmy do auta siebie i swoje bagaże i ruszyliśmy w drogę, w Ruś.

 

Pieresław Zaleski

Na miejsce dojechaliśmy w przeciągu paru godzin , zdążywszy się wyspać i zgłodnieć. Obiad znaleźliśmy w jednej knajpce, a swój głód duchowy zaspokoiliśmy wizytą miejscowego Kremla: jest to obszar miasta otoczony wysokim murem, gdzie znajduje się sobór Przemienienia Pańskiego z białego kamienia, wybudowany w XII wieku. Wieczór i noc spędziliśmy na kempingu nad brzegiem jeziora Plesiejewa. Piękna miejscowość: wspaniały widok schodzi ze wzgórza zwanego górą Aleksandra. Jezioro u wybrzeży jest bardzo płytkie, miło jest się w nim kąpać, ale pić z niego wodę nie warto. Wodę można zdobyć w źródle św Nikity (na wschód od jeziora), albo wcześniej kupić w mieście.

 

Jarosław

Jak dotarliśmy: Samochodem.

Przybywając do miasta, znaleźliśmy nocleg w hostelu i wyruszyliśmy na poszukiwanie lokalnych atrakcji. Jest ich tutaj dużo, ale zacząć poszukiwania warto z Kremla (można zajrzeć do różnych kościołów, a dla widoku panoramy miasta z góry- wspiąć się na dzwonnicę). W jarosławskich świątyniach znaleźliśmy to, w imię czego wyruszyliśmy w swój północny tour: piękne freski (w szczególności w cerkwi Proroka Eliasza) i ceramiczne płytki, które zdobią, na przykład, kościół Jana Chryzostoma w Oborach. Zielono-żółte płytki bardzo ładnie prezentują się na ścianach z czerwonej cegły.

 

Ljubim

Jak dotarliśmy: Samochodem.

Po drodze z Jarosławia do Wołogdy zrobiliśmy sobie przystanek w Ljubimie – miasteczku, nie był nawet wymieniany w przewodniku i do którego trzeba było odbić trochę w bok. W porównaniu z okolicznymi miastami jest to miasto stosunkowo młode, a lokalne zabytki architektury, zbudowane w czasach sowieckich są obecnie opuszczone. Nie zwracając na to uwagi byliśmy zadowoleni z przystanku: długie trasy są męczące, a krótki postój w miejscu o tak wdzięcznej nazwie okazał się niezbędnym dla złapania oddechu.

 

Wołogda

Jak dotarliśmy: Samochodem.

W Wołogdzie, podobnie jak dzień wcześniej, zatrzymaliśmy się w hostelu. Mieliśmy szczęście: nie mieliśmy sąsiadów w pokoju i do naszej dyspozycji był cały pokój z dwudziestoma łóżkami, balkon i stary gramofon.

Kremla w Wołogdzie nie ma, ale znajduje się tam Biskupi dwór: tam właśnie kierują się turyści w pierwszej kolejności. Jeszcze w Wołogdzie bardzo dobrze po prostu pospacerować – na przykład wzdłuż rzeki (na szczęście pogoda nam wtedy sprzyjała).

 

Kiriłow

Jak dotarliśmy: Samochodem.

W czasie podróży niektóre cerkwie zastawaliśmy zamkniętymi na czas renowacji, jak, na przykład, w Cyrylo-Biełozerskim klasztorze.

Po zapoznaniu się z klasztorem dotarliśmy do parku narodowego "Rosyjska Północ". Tu, w zamian za niewielką opłatę turyści mogą rozbić swój obóz nad brzegiem Wołgożsko-Bałtyckiego kanału. Ścinać drzew w parku, oczywiście, nie można, ale nie było to potrzebne: drewno udostępnia wczasowiczom sam park, tak samo jak wodę ze studni.

 

Terapontowo

Jak dotarliśmy: Samochodem.

Katedra Terapontowskiego klasztoru to jedyne miejsce, w którym zachowały się freski, malowane przez staroruskiego artystę Dionizego. Twórca ten, zyjący w V wieku, znany jest przede wszystkim jako autor ikon z świątyń moskiewskiego Kremla.

Aby dostać się stąd do jeziora Białego, najbardziej wysuniętego na północ punktu naszej trasy, musieliśmy przeprawić się przez rzekę Szeksnę na promie (kursuje on co godzinę, robiąc sobie przerwę na noc).

 

Biełoziersk

Jak dotarliśmy: Samochodem.

Nazwa miasta nie jest przypadkowa: jezioro, nad którym się ono znajduje, jest naprawdę białe! Odbijając w sobie niebo, w dzień wydawało się na niebieskie, za to pod wieczór, gdy horyzont zaciągnął się lekką mgiełką, niepostrzeżenie zmieniało swój kolor. Szkoda, że zdjęcie nie może odda

tego w całej okazałości! Tego wieczoru rozbiliśmy namiot tuż przy plaży miejskiej i podziwialiśmy zachód słońca. Prawdę powiedziawszy, nocleg tuż obok zbiornika wodnego z wodą stojącą ma swoje minusy, ale to dowiemy się już w nocy, gdy hordy komarów będą szturmować nasz namiot.

Rano jeszcze raz wykąpiemy się i wyruszamy na południe, do domu.

 

Rostów

Jak dotarliśmy: Samochodem. Z Moskwy do Biełozierska przejechaliśmy około 700 km. W drodze powrotnej jechaliśmy praktycznie tą samą trasą, dodając do niej zwiedzanie Rostowa. Wiadome, w przeciągu tygodnia staroruskie freski i ikony zaczęły się nam już nudzić, w każdym razie warto jest odwiedzić to miasto, chociażby na parę godzin.

Autor: Nikołaj Kułapow

Tłumaczenie: Agnieszka Wielińska

Źródło: http://www.nat-geo.ru/trip/869128-po_gorodam_russkogo_severa/#full

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
3 + 3 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.