40 rocznica zdobycia Mount Everestu przez Reinholda Messnera i Petera Habelera

Przed 40 laty Reinhold Messner oraz Peter Hebeler wspięli się po raz pierwszy na Mount Everest bez użycia dodatkowego tlenu. W porannym wywiadzie Meissner opowiada, dlaczego radość na szczycie trwała krótko.

Medycy ostrzegali: „Wrócicie jak durnie!”. Pomimo to przed 40 laty 8 maja 1978 roku Reinhold Messner oraz Peter Habeler wspięli się na Mount Everest - najwyższą górę świata (8848 metrów). Po drodze zrezygnowali ze zabranego ze sobą dodatkowo tlenu – nikomu wcześniej jeszcze się to nie udało. 73-letni mieszkaniec południowego Tyrolu opowiada o wchodzeniu na górę, schodzeniu i o wspinaczce górskiej

redakcja Süddeutsche Zeitung (SZ): „Panie Messner, dlaczego chciał Pan jako pierwszy człowiek wejść na najwyższą górę świata bez wspomagania się dodatkowym tlenem?”

Reinhold Messner: „Chciałem spróbować, czy można zdobyć Everest w stylu alpejskim, to znaczy bez maski, bez rozbijania obozu we wysokich partiach, bez Szerpów. Byłem już w 1975 roku razem z Peterem Habelerem na ośmiotysięczniku Gaszebrum I. To wzbudziło duże zainteresowanie wśród fachowców i pojawiło się pytanie stawiane na całym świecie: czy uda się to także na Evereście?”

(SZ): „Dlaczego wspinaczom na Evereście brakuje powietrza?”

(RM): „Everest jest jeszcze 800 metrów wyższy od Gaszebrum I. Ostatnie 300 metrów są decydujące. Wcześniej sądziło się, że od wysokości 8500 metrów człowiek nie może już dokonać żadnego wyczynu. Jednak to była nieprawda. Ostatni raz w 1924 roku ktoś próbował wejścia na szczyt bez maski – przy bardzo prymitywnym wyposażeniu. Nasze dawno już nie było tak ciężkie.”

Reinhold Messner (po prawej) i Peter Habeler zostali powitani przez swoje żony na lotnisku
w Monachium po powrocie z Nepalu.

(SZ): „Z tlenem byłoby panom trochę łatwiej, albo przynajmniej bezpieczniej”

(RM): „W latach 70-tych ekwipunek z tlenem ważył jeszcze 50 kilogramów na osobę. Nikt nie może tego nieść w dodatku do wyposażenia na wysokość 8000 metrów a potem iść z tym ostatni odcinek. Do tego potrzebuję pomocników, dla pomocników logistyki, a więc znowu namiotów oraz jedzenia. Dlatego dochodzi do tych powolnych, drogich ekspedycji.”

(SZ): „I chciał Pan jako pierwszy ustanowić ten rekord bez użycia tlenu.”

(RM): „Jeśli ktoś mówi o rekordach, mówi nie o alpinizmie, lecz o sporcie górskim. Dla mnie wspinaczka górska jest sporem pomiędzy człowiekiem a naturą i do tego niemierzalnym. To jest pojęcie względne, dochodzić do granicy możliwości i powrócić żywym. Nie pojechaliśmy z takim założeniem, aby zdobyć Everest za wszelką cenę. Nie, dojdziemy tak daleko, jak zdołamy. A jeśli nie da rady dalej, zawrócimy.”

(SZ): „ Jakie wspomnienia ma Pan odnośnie decydującego podejścia?”

(RM): „To nie był dobry dzień na szczytowe podejście. Tylko do wysokości 8000 metrów pogoda była dobra, potem wraz z ciężką burzą nadeszło bardzo duże ochłodzenie. Wiatr był tak silny, iż myśleliśmy, że wieje on nam spod grani. Wczołgaliśmy się na kolanach i łokciach, także dlatego, że ułatwiało to trasowanie. 100 metrów niżej widziałem główny szczyt po raz pierwszy. Dopiero wtedy miałem przeczucie, że to się uda. I mogłem udokumentować dalszą drogę. Dotąd nie fotografowaliśmy i nie firmowaliśmy.”

(SZ): „I gdy stanął Pan ostatecznie na górze…?”

(RM): „Odetchnąłem głęboko: koniec z mordęgą. W drodze powrotnej na dół napięcie było o wiele mniejsze. A potem: nic tylko na dół. To całkiem nielogiczne, że człowiek wspina się z tak wielkim wysiłkiem na górę po to, żeby natychmiast znowu zejść na dół. Na górze nie ma wielkiej euforii ze zdobycia szczytu, może trochę w pierwszym momencie. Ale prawdziwa radość nadchodzi dopiero, kiedy człowiek wydostanie się ze strefy niebezpieczeństwa.”

(SZ): „Jak na Pana podziałało Pańskie osiągnięcie?”

(RM): „Mogłem sobie pozwolić po Evereście każdego roku na jedną lub dwie ekspedycje, ponieważ nie było już więcej potrzebne żadne ciężkie wyposażenie. Istnieje różnica, czy na wspinanie się będę potrzebować 300 000 czy też 10 000 dolarów.”

(SZ): „A co się zmieniło na Evereście?”

(RM): „Dziś można zarezerwować wyprawę na Everest w biurze podróży. Butle
z tlenem są zdeponowane przez Szerapów, szczyt osiąga się idąc szlakiem, wznoszone są obozy z całkowitą infrastrukturą. To już nie ma nic wspólnego
z alpinizmem, to jest turystyka. W roku 2003 z okazji 50-lecia pierwszego zdobycia góry byłem raz z Sir Edmundem Hilarym z wizytą u nepalskiego króla. Prosiliśmy
o dopuszczanie do ekspedycji na Mount Everest tylko podczas sezonu, tak jak to było dawniej. Król odrzekł, że byłoby to trudne do przeforsowania. Każdy pretendent do zdobycia szczytu płaci 11 000 dolarów do kasy państwowej. Kiedy przemnoży się to przez tysiąc ludzi w ciągu sezonu, to stanowi to duży przypływ gotówki w bardzo biednym kraju.”

(SZ): „Nie tylko Everest staje się ˂˂uturystyczniony˃˃. Co można jeszcze odkryć w górach?”

(RM): „Siebie samego. Dzisiaj można sfotografować każdą górę z satelity, można zadzwonić z każdej góry za pomocą telefonu satelitarnego, ale w naturze ludzkiej jest jeszcze nieskończenie wiele tajemnic. Piękne jest to, że mogę przeżywać tę dyskusję człowiek-góra także w wieku 80 lat, nawet jeśli nie będę już w stanie iść wysoko lub wspinać się po trudnych ścianach. Gdy moje zdolności psychiczne, moja wytrzymałość, moja siła woli osłabną, mogę doświadczyć w niższych górach tego samego, co w środku życia samemu na Evereście.”

Autor: 
Dominik Nowicki
Źródło: 
sueddeutschezeitung.de

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 4 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.